Kwiecień 10, 2020

Poza kadrem [#2] czyli co słychać a nie widać.

Wstępny szkic tego wpisy zrobiłam początkiem marca. I tak leżał bo ciągle coś.. A potem nagle bum! – koronawirus, kwarantanna. Z dnia na dzień w zasadzie cała nasza codzienność wywróciła się do góry nogami. Mówiąc „nasza” nie mam na myśli tylko swojej. Każdego z nas. No to podejdę do tego wpisu po raz drugi..

Od pierwszego WPISU (który miał zapoczątkować serię) trochę już minęło. Miała to być co kwartalna seria, wyszło trochę inaczej. Czemu, o tym co działo się przez ten cały czas i jakie plany przeczytacie dalej.

Plany kontra rzeczywistość

Zacznijmy od tego, że moje wyobrażenia co do macierzyństwa, ilości czasu dla siebie po urodzeniu dziecka „trochę” rozjechały się z rzeczywistością. Cóż mogę powiedzieć – wydarzyło się życie 😉

Nie będę tutaj wchodzić w szczegóły bo to dłuuuugi temat. Konkluzja jest jedna: gdy pojawia się takie maleństwo na świecie to na pracę zostaje 2-3h / dobę. Może naiwnie, ale nie zdawałam sobie z tego sprawy wcześniej. Bo też nie szukałam informacji jak to jest jak pojawia się dziecko. Wolałam być pozytywnie nastawiona, że „damy radę!”.

Jak się okazało prowadzenie w tym czasie działalności w moim przypadku się nie sprawdzało. Jeżdżenie po sklepach z kafelkami i karmienie co 3h nie idą w parze. Dlatego w którymś momencie ją po prostu zawiesiłam. Co nie znaczy, że nie pracowałam. Tak to już jest „na swoim”..

Przez ostatnie miesiące próbowałam jak najwięcej wycisnąć z wolnego czasu pod kątem pracy. Pracowałam nad różnymi rzeczami od oferty, po portfolio (jeszcze nie uzupełnione na stronie). Byłam w kontakcie z byłymi i obecnymi klientami. Pomagałam ogarniać projekty, które wyszły tuż przed macierzyńskim. Raz bo czułam, że muszę to wszystko robić, żeby mieć do czego wrócić. Dwa bo potrzebowałam odskoczni od bycia mamą.

Co dał mi ten rok?

Co zatem dał mi ten rok? Lekcję pokory, naukę cierpliwości, której nadal się uczę, umiejętność ustalania priorytetów, akceptację tego, że czasem wszystko może nie iść zgodnie z planem. I czas (wbrew pozorom) na naukę siebie.

Chcielibyście poczytać o tym jak uczyć się siebie i co takiego robiłam mimo tego skąpego czasu?

Życie przed dzieckiem miałam zorganizowane. Porządek w notatkach, pracy, domu, sumienność, dbanie o detale. A dziecko to taki mały, kochany huragan. Wywraca wszystko po swojemu i trzeba się w tym jakoś odnaleźć.

Kiedy czasu masz tak niewiele bardzo szybko nabierasz wprawy w ustalaniu co jest ważne a co nie. Zarówno w życiu codziennym jak i w pracy. Ważniejsze jest dziś się wyspać i iść spać jak dziecko idzie spać? A może masz na tyle energii, że ważniejsze jest ogarnięcie w tym czasie mieszkania albo pracy?

Ten czas wytężonego ogarniania i codzienności domowej i pracy pokazał mi też, że trzeba dbać o siebie żeby móc działać efektywnie. A przy tym dać sobie więcej luzu. Jakiś czas po ciąży kiedy próbowałam przebiec 100m wydawało się to niemożliwe. Wtedy zrozumiałam jakim wysiłkiem dla organizmu było to wszystko. Jak nieprawdopodobna przepaść dzieli kondycję mojego organizmu sprzed ciąży z tą zaraz po niej. Potężna lekcja pokory dla kogoś kto zawsze lubił sport, jogę. Nawet gdy brakowało na to czasu i zdarzały się tygodnie bez ćwiczeń.

Co dalej?

Póki co odkopuję się z zaległości.. Przez kwarantannę zasadzie z dnia na dzień zostałam bez pomocy babci przy Dziewczynce bo teraz nie jeździmy do dziadków a oni do nas. Czyli czasu na pracę mniej a pracy tyle samo a wręcz czasem więcej bo zaległości się nawarstwiły. Priorytetem stało się odkopanie z pracy. Ćwiczenia wskakują na górę listy dopiero jak ból pleców (wieczne schylanie się) nie pozwala funkcjonować. Choć nie tak powinno to wyglądać to traktuję ten stan rzeczy jako okres przejściowy i daję sobie luz.

No dobra, a co dalej? Chciałam do pracy wrócić po roczku. Zaczyna się jednak wiosna, za oknem słońce. Będzie lato.. Mamy też wyjątkową sytuację, której nikt nie przewidział. Z jednej strony powinnam pracować żeby utrzymać się na rynku i mieć z czego zapłacić ZUS po wznowieniu działalności. Z drugiej zwłaszcza teraz ten czas pokazuje nam co w życiu jest najważniejsze czyli zdrowie i najbliżsi. I mimo wszystko teraz wybieram to drugie.

Dlatego tak sobie myślę, że jak uda mi się odkopać z zaległości to chciałaby dać trochę więcej czasu Dziewczynce. Liczę, że latem będziemy już mogły swobodnie jeździć do dziadków. Chodzić po trawie, pokazywać jej jeziora, góry, lasy. Te zwykłe fajne rzeczy. A gdy już trochę odpocznę psychicznie to powoli będę wracać do zleceń bo wiem, że będę za tym tęsknić. Ja po prostu bardzo lubię moją pracę 🙂

Jedną kwestię za to udało mi się ostatnio ogarnąć – wspominałam, że będę chciała wrócić do zdjęć. No więc po kilku latach na nowo uruchomiłam swoją zdjęciową stronę OlikJ.com. Póki co nie pełni funkcji portfolia a jedynie bloga, na którym dzielę się codziennością i takim zdjęciami codzienności. Na portfolio mam nadzieję przyjdzie czas niebawem. I jak już odpocznę to pełną parą na miarę możliwości czasowych ruszę z kilkoma tematami.

Co jeszcze? No mam nadzieję zająć się porządniej blogiem, instagramem tak żeby to miejsce czemuś służyło. A raczej żeby Wam służyło 🙂 W trakcie ciąży firmowy instagram stał się po części prywatny. Wszystko się tam teraz płynnie przeplata. Stąd też zmiana nazwy konta na @aleksandra.olik.jankowska. Samo imię i nazwisko nie wchodziło w grę bo jest zbyt powszechne i pozajmowane 😉 Bardziej chciałabym budować teraz markę osobistą pod swoim nazwiskiem. Nazwa firmy oczywiście zostaje, ale chciałabym żeby ludzie bardziej kojarzyli mnie niż firmę. Chcę bardziej „wyjść do ludzi” i myślę, że to też ułatwi powrót na rynek za te kilka miesięcy.

Jeśli macie chęć to dajcie znać w komentarzach, na instagramie albo w mailu czego szukacie tutaj, o czym chcielibyście czytać, co chcielibyście się dowiedzieć. Będzie mi miło.